Woski Yankee Candle

00:43


Zapewne nie muszę Wam przedstawiać wosków marki Yankee Candle, gdyż już dawno zawładnęły internetowymi inspiracjami. Do mojego serca również udało im się dotrzeć, więc z miesiąca na miesiąc poszerzam swoją kolekcję o kolejnych kilka zapachów. Zaczynałam niewinnie od jednego wosku a kończę (albo i nie) na zakupach aż 13 sztuk. Czyżby zakupowe szaleństwo? Trudno się nie oprzeć, gdy trafia się na świetną promocję, gdzie jeden wosk kosztuje 4,50zł! 















Czas na przedstawienie Wam moich nowych zapachów, a może Wy mi jakieś polecicie?










Zacznę od najsłodszych i gdyby nie fakt, że to woski to z chęcią bym je wciągnęła na deser.


Vanilla Cupcake - Zapach niezwykle słodki, przypominający świeżo upieczoną babeczkę. Oprócz aromatu wanilii, który uwielbiam w każdej postaci czuć w nim również biszkopt, lukier i minimalnie cytrynę. Niebo w gębie! Albo w pokoju :) Mimo tylu słodkości zapach wcale nie jest duszący, lecz delikatny i przyjemny.

Pain Au Raisin - czyli francuska drożdżówka z kremem pâtissière i rodzynkami. Pamiętam, kiedy w dzieciństwie ciocia wysyłała mnie wraz z kuzynem do piekarni właśnie po takie bułęczki, a wracając do domu wszystkie dość dziwnym trafem znikały z torebki. Myślę, że tym razem również tak będzie, jednak nie z bułeczkami a z woskiem!

Salted Caramel - ostatnio jadłam lody o takiej samej nazwie i mimo, że ona wcale mnie nie zachęcała okazały się być wielkim hitem. Wosk pachnie zupełnie tak samo, czyli oryginalnie i bardzo zaskakująco. Raz wyczuwa się w nim tofii, a raz samą sól. Takie połączenie jest zniewalające.

Waikiki Melon - bardzo wakacyjny, zresztą jak sama Waikiki - czyli egzotyczna plaża na Hawajach, na której odbywa się wiele wydarzeń kulturalno-rozrywkowych m.in. pokazy z żywym ognieniem, tańce hula czy zawody sufingowe. Ten wakacyjny klimat wymieszany z melonem od razu przywołuje na myśl odpoczynek na rajskiej plaży z drinkiem z palemką!








Aloe Water
- bardzo dużo się po nim spodziewałam i dzięki Bogu wcale się nie zawiodłam. Przypomina mi wizytę w salonie SPA z odrobiną słodyczy i owocowej nuty. Czuć w nim odrobinę arbuza. Orzeźwienie wprost idealne! Zdecydowanie na tym wosku się nie skończy, może to właśnie taki zapach będzie miała moja pierwszy świeca Yankee Candle?







Fresh Cut Roses - delikatny, różany zapach. Bardzo trafiona kompozycja, a co najważniejsze bez chemicznego aromatu. Czuć w nim naprawdę kwiaty z ogrodu, które dopiero co zostały zerwane. Wyrafinowanie i elegancja w jednym.

Cranberry Pear - Niestety dla mnie jest zbyt ciężki na obecną porę roku, być może jesienią sprawdzi się o niebo lepiej. Zestawienie owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej powoduje, że zapach tworzy domową atmosferę czarując przy tym zmysły. Jednak tak jak wspomniałam na lato kompletnie się nie nadaje, chyba, że ktoś gustuje w intensywnych kojarzących się z fioletową gumą Airwaves zapachach.

Black Plum Blossom - Na chwilę obecną czuję w nim mocną śliwkę i to tyle... póki co jeszcze mną nie poruszył. Słyszałam, że dopiero podczas palenia pokazuje swoje prawdziwe oblicze, tak więc poczekam do jego premiery. 








Wild Passion Fruit - świeży i owocowy. Łączy w sobie słonecznego melona, dojrzałą i bardzo soczystą mandarynkę oraz owoce marakui. Letni, egzotyczny a przy tym zmysłowy. Jak w tym roku wakacyjna pogoda nie będzie dopisywać to wraz z woskiem będziemy nierozłączni.

Honey Glow - tworzy bajeczny domowy klimat, według mnie jest najlepszy na chłodniejszą porę roku kiedy to przesiadujemy w domu owinięte kocem wraz z gorącym herbatą w ręku. Jego aromaty to miód i woda kolońska, dlatego tak bardzo przypomina mi męskie perfumy.








Wedding Day - mimo, że nie wyczuwam w nim zapowiadanych róż, ten wosk jest jednym z tych, który zawitał u mnie ponownie. Cenię jego bardzo delikatną woń kwiatów, niewinność i dziewczęcość. Jest bardzo podobny do Soft Blanket,

Beach Holiday
- na początku przypominał mi odświeżacz powietrza, jednak po krótkim czasie po prostu mnie uwiódł. Kiedy nie ma się czasu na wakacje trzeba sobie umilić je jakimś ładnym zapachem. Ten okazał się być idealnym zamiennikiem naturalnej bryzy morskiej. Jest rześki i delikatnie kwiatowy,

Berrylicious - soczyste jagody na kremowej wanilii z polewą lukrową. Jest przepiękny, nie pachnie sztucznie, jednak nie wyczujecie w nim świeżych jagód. Mi przypomina nieco landrynki, jednak ma w sobie coś co mnie do niego ciągnie.



A Wy, jakie lubicie zapachy? :)

Zobacz również

1 komentarze

  1. wow, ile zapachów :) jeszcze ich nie miałam, ale kusisz!

    OdpowiedzUsuń